Przyśniło mi sie Panie Dziejku

Sny

FOMALHAUT



Medytacji i wizja na drugim stopniu kursu  bioenergoterapii. 

Mamy wykład o jakimś mistrzu z Białego Bractwa. Nie pamiętam jak się nazywał.  Wówczas pojawiało się dość dużo podobnych
istot w mojej przestrzeni. Medytujemy na jego temat. Pokazuje mi się
kryształowa piramida, z Twarzą tego mistrza. Zaczyna szybko wirować, robi się w
środku kokon, z którego wykluwa się motyl. Podążam za Nim. Docieram na
przeogromny step. Wszędzie tylko lekko pokryte trawą przestrzenie. Jakby to nie
miało końca. Stoją tam dwa konie, jeden biały, śnieżno biały, drugi totalnie
czarny.

Wiem że są dla mnie. Staje na nich, jedną nogą na jednym drugą na
drugim. Dość cyrkowe przedsięwzięcie, ale jakoś w tej sytuacji wydaje się to
proste. One zaczynają biec, cudowne uczucie pędu i wolności. Biegną kłusem,
równo i bez jakiś wahnięć, tak 
harmonijnie. Utrzymanie się na nich nie wymaga ode mnie żadnego wręcz
wysiłku. Nagle docieramy do czegoś co przypomina dziurę w tym stepie, a w
międzyczasie zauważam że konie podążają wzdłuż powoli rozszerzającego się
strumienia. Docieramy w sumie na skraj jakiegoś krateru. Woda spływa w jego
głąb, w mały otwór na dnie. Wręcz nie widoczny. Muszę zejść z koni, one nie
mają tam wstępu. Mogą zejść na dno tego krateru ale tylko okrężną drogą. Znowu
jako rozdzielenie, jeden po lewej drugi po prawej stronie. Ja mogę wraz z wodą
ze strumienia skoczyć w głąb, dla mnie otworzą się wrota. Wiem, choć logicznie
to skok samobójczy. Ogromny wieloryb otwiera drzwi, wrota, jakby w ostatnim
momencie mojego lotu w wodospadzie. Bardzo ekscytująca chwila walki przeczucia
z umysłem. A jednak bez obaw skoczyłam w tę dziwną przepaść. Wieloryb zrobił mi
miejsce, bym mogła spotkać się ze swoimi przyjaciółmi. Z delfinami które w
ogromnej ilości pływały w tym miejscu. Jakbym wróciła do swojej rodziny,
nareszcie poczułam się jak w domu. One eskortowały mnie, bawiły się , mówiły
nareszcie wróciłaś, brakowało nam, tak bardzo brakowało nam ciebie.

 Kochają mnie a ja je. To uczucie mnie zalewa przeogromnym nurtem, niewyobrażalnym wręcz, jak doświadczenie bez ograniczenia ciała. Jestem ich Panią, tam wiem kim jestem tak dokładnie. Niestety też wiem że mogłam w to miejsce wrócić tylko na chwilę, że muszę wrócić do obecnego swojego życia, to przyprawia mnie o palpitacje serca, o przeogromny ból. One to wiedzą, chcą być ze mną jak najdłużej można, ile się da ale wszyscy wiemy że to niespodziewane spotkanie,tak ukochane i oczekiwane, przynajmniej teraz musi się skończyć. Odprowadzają mnie do brzegu. Ciężka rozterka. Przez powierzchnię wody widzę jak tłum dzieci czyści i dba o moje konie. Jest ich cały tłum. Nie mogą jednak zatopić się w wodzie w której pływałam. Dlaczego nie wiem. Ale mogą przebywać w tym świecie blisko. Na tym wizja się kończy. Po powrocie płakałam kilka godzin nie z powodu
że się skończyła, ale z powodu odczucia wszechogarniającego szczęścia i adekwatności do świata w którym byłam. To był mój dom.